Kto oblicza naszą zdolność kredytową? Komputer

Chcesz przekonać analityka, że kredyt jednak Ci się należy, albo udowodnić, że spokojnie poradzisz sobie ze spłatą wyższej pożyczki, niż przyznał Ci bank? Będzie ciężko. Coraz częściej analityków zastępują w bankach informatyczne algorytmy, które znacznie ograniczają jakąkolwiek uznaniowość.

Ostatnio proces analizy zdolności kredytowej zautomatyzował kolejny bank – Raiffeisen Polbank. Rola pracownika ogranicza się tylko do wpisania odpowiednich danych do komputera oraz sprawdzenia i zweryfikowania tożsamości pożyczkobiorcy. Decyzję podejmuje jednak misternie skonstruowany przez informatyków program. I jak to w języku komputerów bywa, nie ma zmiłuj : albo 0, albo 1… Komputer podejmuje nie tylko decyzję czy kredyt przyznać, ale też określa maksymalną wysokość pożyczki. Na razie program zajmuje się kwestią pożyczek do 50 tys. zł. Przy większych kredytach wciąż w procesie decyzyjnym udział bierze także analityk, który podczas rozmowy sprawdza czy klientowi „dobrze z oczu patrzy”. To jednak nie koniec zmian, które mają sięgnąć znacznie głębiej.

  • Pracujemy nad rozwiązaniem umożliwiającym wnioskowanie i finalizację zawarcia umowy zdalnie, nawet bez odwiedzania placówki – zapewnia Marcin Salamon, kierownik zespołu produktów kredytowych w Raiffeisen Polbanku.

Raiffeisen Polbank nie jest jednak prekursorem automatycznej analizy wniosków kredytowych. Już wcześniej taką usługę wprowadziły m.in. Idea i mBank. Automatyczne kredyty dla klientów indywidualnych sprzedają także m.in. Alior, BZ WBK, BNP Paribas. Niektórzy wręcz się na tym skupiają.

  • Automatycznie sprzedajemy już około połowy tzw. kredytów niezabezpieczonych – mówi Katarzyna Siwek z Idea Banku. To niemało, zwłaszcza że limit wynosi aż 200 tys. zł.

Złożenie wniosku on-line trwa kilkanaście minut. Kolejne kilka minut to praca systemu komputerowego, ważącego wszystkie „za” i „przeciw”. Analiza zmiennych kończy się decyzją wysyłaną mailem, ale umowę podpisać już trzeba w oddziale. Pod tym względem wygodniej jest w mBanku, oczywiście pod warunkiem, że jest się już zweryfikowanym klientem placówki. Do 50 tys. zł dostaje się bez wizyty w banku, kontaktując się z nim wyłącznie przez internet i nie zamieniając słowa z „żywą osobą”. Tu także usługa jest coraz popularniejsza.

Takie podejście opłaca się bowiem obu stronom. Dla klienta jest szybsze, mniej czasochłonne i dostępne praktycznie 24 godziny na dobę. Bank oszczędza za to… koszty. Programowi pensji płacić nie trzeba. Nie musi również mieć biurka, nie choruje i nie marzy o urlopie. Zadowala się miejscem na serwerze i okresowym serwisem. Wbrew pozorom takie kredyty nie są też dla banku szczególnie ryzykowne.

Udzielane przez ten kanał pożyczki spłacane są znacznie bardziej terminowo, niż udzielone w tradycyjny sposób - podkreśla Jacek Kalista, kierownik obszaru kredytów niezabezpieczonych dla firm w mBanku.

1 komentarz

  • kinley

    No tego już sie nie spodziewałem! Żeby komputer to robil w zamian za człowieka…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>